Divestment czy zwolnienia — którą dźwignię pociągnąć jako pierwszą
Pod presją instynkt podpowiada zwolnienia — badania nad turnaroundem wskazują, że pierwszą dźwignią powinno być raczej divestment.
Sytuacja bywa znajoma: rentowność spada, gotówka topnieje, zarząd czeka na decyzję. Na stole leżą dwie dźwignie — sprzedaż lub zamknięcie nierentownej części biznesu (divestment, wyjście z rynku) albo redukcja zatrudnienia. Pod presją czasu instynkt podpowiada zwolnienia: są szybkie, widoczne i wyglądają na zdecydowane działanie. Badania nad turnaroundem wskazują jednak odwrotną kolejność.
Kolejność, która ma pokrycie w badaniach
Wczesne działania strategiczne — pozbycie się nierentownych linii biznesowych, wyjście z nieopłacalnych rynków — wiążą się z wyższą szansą na udany turnaround, podczas gdy same wczesne zwolnienia takiej korzyści nie wykazują [13]. Różnica nie jest kosmetyczna. Divestment uderza w źródło problemu: tam, gdzie firma realnie traci pieniądze. Zwolnienia jako pierwszy ruch tną koszt, ale nie zmieniają struktury, która ten koszt generuje — a przy okazji potrafią wydrenować kompetencje potrzebne w fazie odbudowy.
To nie znaczy, że zwolnień nie będzie. Znaczy, że powinny być konsekwencją decyzji strategicznej, a nie jej substytutem. Kiedy wychodzisz z linii produktowej, redukcja zatrudnienia na tej linii jest naturalnym następstwem — wynika z portfela, a nie z arkusza „gdzie utniemy 15%”. Kolejność odwraca logikę: najpierw rozstrzygnij, czym firma ma się zajmować, potem policz, kto jest do tego potrzebny.
Dlaczego instynkt myli
Zwolnienia kuszą jako pierwsza dźwignia z prostego powodu: są w pełnej kontroli zarządu i dają natychmiastowy, mierzalny efekt kosztowy. Divestment jest trudniejszy — wymaga kupca, wyceny, czasem rozstania z aktywem, które ma wartość sentymentalną. W firmach rodzinnych ten ostatni element bywa decydujący: legacy-biznes założyciela trudniej sprzedać niż zlikwidować dział. Ale to właśnie ta trudniejsza decyzja ma mocniejsze pokrycie w wynikach.
Ostrożność jest tu na miejscu po obu stronach. Działania retrenchmentowe — także divestment — potrafią nieść negatywne konsekwencje, jeśli prowadzi się je bez ładu i komunikacji [4]. To argument nie za zwłoką, lecz za tym, by o dźwigni decydować z rozpoznanym kontekstem, a nie odruchowo [11].
Praktyczny wniosek dla firmy w kłopotach: jeśli masz pociągnąć jedną dźwignię jako pierwszą, sięgnij po strategiczną, nie po listę nazwisk. Zwolnienia się pojawią — ale jako wynik decyzji o kierunku, nie zamiast niej.
Sama kolejność dźwigni jest jednak dopiero drugim krokiem: żeby którakolwiek z nich zadziałała, kluczowi interesariusze muszą najpierw zgodzić się co do diagnozy — o czym piszemy w artykule „Turnaround zaczyna się od alignmentu stakeholderów — nie od listy zwolnień”.
Źródła
- [13]Theoretical Review of Turnaround Strategy and Its Organizational OutcomesDOI ↗
- [4]The Implementation of Improvement Interventions for "Low Performing" and "High Performing" Organisations in Health, Education and Local Government: A Phased Literature ReviewDOI ↗
- [11]Leadership in times of organizational decline: a literature review of antecedents, consequences and moderatorsDOI ↗